Inside America’s Auschwitz

Na pierwszy rzut oka „Ściana Honoru” w muzeum niewolnictwa Whitney Plantation w Luizjanie – seria granitowych kamieni z wyrytymi nazwiskami setek niewolników, którzy tam żyli, pracowali i umierali – przywołuje na myśl dowolną liczbę miejsc pamięci Holokaustu. Ale jak zauważył przyszły burmistrz Nowego Orleanu podczas otwarcia muzeum w 2008 r., to miejsce jest inne; to amerykański Auschwitz.

„Wejdźcie” – powiedział Mitch Landrieu do tłumu, według New York Timesa. „Musicie wejść do środka. Kiedy wejdziesz do środka, nie możesz zaprzeczyć temu, co stało się z tymi ludźmi. Możesz to poczuć, dotknąć, powąchać.”

Była fabryka indygo, cukru i bawełny, która w końcu została otwarta dla publiczności po latach starannej renowacji w grudniu 2014 roku jako pierwsze w kraju muzeum niewolnictwa, jest współczesnym awatarem niesprawiedliwości. Położona przy historycznej River Road, która biegnie wzdłuż powolnego, leniwego zakrętu Mississippi, posiadłość została zbudowana pod koniec 1700 roku przez przedsiębiorcę Jeana Jacquesa Haydela na ziemi zakupionej przez jego ojca, Ambroise, niemieckiego imigranta. To właśnie młodszy Haydel rozbudował posiadłość i uczynił plantację kluczowym graczem w handlu cukrem w Luizjanie, przenosząc główną uprawę z mniej dochodowych rynków indygo. Kilka lat po wojnie secesyjnej, mieszkaniec Północy o nazwisku Bradish Johnson kupił posiadłość i nazwał ją imieniem swojego wnuka Harry’ego Whitney’a.

Odrestaurowana posiadłość, będąca mieszanką oryginalnych struktur i replik, zawiera dom nadzorcy, repliki domków niewolników – sceny z filmu „Django Unchained” były kręcone tuż obok – oraz kuźnię, wśród innych budynków. Nawet gdy jest prawie opustoszałe, ma się wrażenie, że to miejsce może ożyć w każdej chwili, gdy niewolnicy wrócą z przyległych pól trzciny cukrowej. Piętnastoletni wysiłek renowacji został wsparty przez Johna Cummingsa, lokalnego prawnika i potentata na rynku nieruchomości, który kupił teren od firmy petrochemicznej i zainwestował 8 milionów dolarów z własnych pieniędzy w odrestaurowanie posiadłości i stworzenie muzeum – podobno z poczucia winy białych za okropności niewolnictwa, jak podaje Times. „Kiedy stąd wyjdziesz,” powiedział New Orleans Advocate, „nie będziesz tą samą osobą, która tu weszła.”

slave cabin
Whitney Plantation, slave cabin (Elsa Hahne)

To jest klucz do tego, jak Whitney Plantation odblokowuje ponurą historię największego wstydu Ameryki, Opowieść zbyt często maskowaną przez szlachetne konserwatorskie podejście do historii plantacji, które przykleiło romantyczną tapetę Przeminęło z wiatrem na przerażającą rzeczywistość niewolnictwa.

„Często eksponaty na plantacjach były tworzone dla tych, którzy przeżyli erę Praw Obywatelskich i tęsknili za mniej skomplikowanymi czasami”, mówi Ashley Rogers, dyrektor muzeum. „A to łatwo osiągnąć, gdy ma się wycieczkę z 'żyrandolem'. Tam, gdzie wcześniej na plantacjach skupiano się na domu i kulturze południowej szlachty, sytuacja się zmienia.”

A Whitney przejmuje inicjatywę. „Zależy nam na Wielkim Domu, ale nie o to chodzi”, mówi Rogers. „To jest wycieczka o niewolnictwie”. The Whitney Plantation wyraźnie nie jest różowym ćwiczeniem w południowej nostalgii. Po części przypomina o bliznach instytucjonalnego zniewolenia, po części jest mauzoleum dla dziesiątek zniewolonych ludzi, którzy pracowali (i umierali) na polach cukrowych Haydelsów i na całym Południu. 250-hektarowa plantacja służy jako pomnik terroru niewolnictwa i ostrzeżenie przed strukturalnym rasizmem, który trwa do dziś. W ten sam sposób, w jaki kraje takie jak Niemcy czy RPA zbudowały całą pedagogikę pojednania, retroaktywnie mierząc się ze swoimi historycznymi demonami, Plantacja Whitney jest próbą zmuszenia Stanów Zjednoczonych do zmierzenia się z długim cieniem amerykańskiego rasizmu. To skupienie się na doświadczeniu niewolników jest głęboko wplecione w każdy moment zwiedzania Whitney. Zwiedzający są początkowo gromadzeni przed historycznym kościołem Anti-Yoke Baptist Church zbudowanym w 1870 roku, a człowieczeństwo niewolników jest natychmiast uświadamiane. Wewnątrz kościoła zwiedzający otoczeni są glinianymi rzeźbami dzieci niewolników, które żyły i w krótkim czasie dla wielu z nich umarły na terenie plantacji, upiornym pomnikiem ich utraconego dzieciństwa. Zwiędłe i surowe, wyrzeźbione dzieci są najbardziej namacalnym przypomnieniem tych, którzy cierpieli – i których historie stanowią serce wycieczki. Turyści otrzymują fizyczną pamiątkę, przepustkę na smyczy z profilem zniewolonego mieszkańca Whitney. Moja była ozdobiona słynnym cytatem z Johna Little’a, zbiegłego niewolnika, który uciekł z niewoli w 1855 roku: „To nie jest ten, kto stał i patrzył, że może powiedzieć, co to jest niewolnictwo – 'to jest ten, kto wytrzymał.”

Antioch Church Children of Whitney
Whitney Plantation, Antioch Church Children of Whitney autorstwa Woodrow Nash (Elsa Hahne)

Federalny Projekt Pisarski (FWP), ustanowiony przez prezydenta Franklina Roosevelta jako część jego Works Progress Administration, jest powodem, dla którego narracje niewolników takie jak Little’a w ogóle istnieją, i to tylko dzięki historycznemu szczęściu. Około 6600 pisarzy i redaktorów zostało rozmieszczonych w całym kraju w ramach FWP, w tym jednostka utworzona wiosną 1939 roku, aby nagrać i zachować ustne historie ostatnich pokoleń niewolników w Ameryce.

Po ustaleniu ponurego tonu, przerażenie zwiedzających narasta, gdy wycieczka mija Ścianę Honoru, świergot ptaków i odległy szum maszyn na wciąż aktywnych polach, zapewniając niepasującą ścieżkę dźwiękową. Niewolnicy uwiecznieni na pomnikach w większości nie mają nazwisk; pełne imię dla jednorazowej własności musiało wydawać się stratą wysiłku. Ściany są usiane Bobami i Józefami, Ameliami i Marysiami.

Ale wszędzie jest coś bardziej wymownego o doświadczeniu niewolników niż nazwisko: świadectwa brutalności nadzorców plantacji. „Wzięli i dali mu 100 batów kotem o dziewięćdziesięciu dziewięciu ogonach”, napisała Dora Franks o swoim wujku Alfie, którego zbrodnią było romantyczne spotkanie pewnej nocy poza posiadłością. „Jego plecy były czymś okropnym, ale wsadzili go na pole, żeby pracował, kiedy krew jeszcze płynęła”. Inna historia kończy się jednym przerażającym zdaniem: „Pochowali go żywcem!”. Kiedy wycieczka mija masywne kotły z brązu, kwatery niewolników i kuchnie, narracja o prześladowaniach jest nieubłaganą falą mdławych statystyk. Około 2200 dzieci zmarło zniewolonych w rodzinnej parafii na plantacji w latach 1820-1860; śmiertelność niemowląt była groteskowo powszechna. Około 100 niewolników było zmuszonych do pracy przez całą dobę podczas krótkiego jesiennego sezonu zbiorów, aby utrzymać w ruchu ogromne kotły z cukrem. Niewolnicy pracujący w ciemności rutynowo doznawali poparzeń trzeciego stopnia i tracili kończyny, choć rzadko kończyło to ich służbę. Amputacje były częste, a karanie batem – powszechne. Wycieczka do Wielkiego Domu – swego czasu nazwanego przez Departament Spraw Wewnętrznych „jednym z najciekawszych na całym Południu” – ujawnia niesamowitą architekturę i wzornictwo, w tym rzadkie malowidła ścienne autorstwa włoskiego artysty Domenico Canovy. Ale elegancki portyk frontowy spogląda w stronę rzeki, odwracając się plecami do codziennej parady tortur i terroru, która odbywa się zaledwie kilka kroków od tylnych drzwi.

kabiny niewolników i kociołki na cukier
Plantacja Whitney, kabiny niewolników i kociołki na cukier (Elsa Hahne)

Muzeum Whitney zbudowało całą swoją pedagogikę wokół doświadczenia z przewodnikiem. Kończy się ono przypomnieniem, że niesprawiedliwości rasowe XIX wieku nie zniknęły tak po prostu wraz z Proklamacją Emancypacji. Przewodnik opisuje podekscytowanie, jakie odczuwali kuratorzy, kiedy po raz pierwszy weszli w posiadanie Big House i znaleźli stosy dobrze zachowanych zapisów systemu po wojnie secesyjnej, niskopłatnego kuzyna wyzyskującego systemu sharecroppingu, w którym koszty prowadzenia działalności zawsze w tajemniczy sposób wyprzedzały o krok dochody farmerów.

Według Rogersa to nowe podejście do od dawna romantyzowanego aspektu historii Południa przynosi efekty. W pierwszym roku działalności Whitney Plantation odwiedziło 34 000 gości – prawie dwukrotnie więcej niż oczekiwano, choć wciąż mniej niż w przypadku innych, bardziej uznanych plantacji. Muzeum odkryło też rosnącą liczbę odbiorców wśród szkół, a zwłaszcza afroamerykańskich turystów, którzy chcą poznać historię bez skazy. Rogers podejrzewa, że mają one wpływ na publiczność spoza Whitney. „Inne muzea zmieniają swój sposób działania” – mówi Rogers. „Plantacje wspominają teraz o niewolnikach i niewolnictwie w sposób bardziej wyraźny.”

Luizjana jest idealnym miejscem dla unikalnego projektu Whitney. W tym stanie znajdowały się dziesiątki plantacji w okresie rozkwitu niewolnictwa na antycznym Południu, a 146 z nich zostało wpisanych do Krajowego Rejestru Miejsc Historycznych. Evergreen Plantation, sąsiad Whitneya w Wallace, pozostaje jednym z najbardziej nienaruszonych przykładów tradycyjnej plantacji; Destrehan Plantation była domem dla trybunału i egzekucji po największym powstaniu niewolników w historii Ameryki, Powstaniu na Niemieckim Wybrzeżu w 1811 roku. Stan Pelikanów nie był miejscem zerowym dla handlu niewolnikami w Ameryce, ale system plantacji stał się integralną częścią dziedzictwa kulturowego stanu; około 1,9 miliona turystów odwiedziło historyczne miejsca w 2015 roku, w tym popularną Rosedown Plantation w St. Francisville, generując niesamowite 1,2 miliona dolarów przychodu.

Field of Angels Coming Home
Whitney Plantation, Field of Angels Coming Home By Rod Moorehead (Elsa Hahne)

W dniu mojej wizyty, duża grupa afroamerykańskich licealistów, którzy śmiali się i żartowali podczas pikniku przed zwiedzaniem, była cicha i skupiona za każdym razem, gdy nasze drogi się krzyżowały. A najpotężniejszy moment wycieczki następuje po jej zakończeniu.

W centrum dla zwiedzających, mozaika jaskrawo kolorowych karteczek post-it jest wciśnięta między kopie książki „Między światem a mną” Ta-Nehisi Coatesa i półkę z narracjami niewolników FWP na ścianie centrum dla zwiedzających. To kolaż reakcji studentów i zwiedzających, neonowe świadectwo udręki i gniewu, jakie wywołuje spacer po Whitney. „W ciągu półtorej godziny nauczyłem się więcej niż w jakiejkolwiek szkole” – czytamy na jednym z nich; „Każdy Amerykanin powinien wziąć to do ręki, aby zrozumieć, jak doszło do tego, że ten kraj jest tak zamożny” – czytamy na innym.

Jedna notatka, przyklejona do ściany przez studenta z Bostonu, podsumowuje misję Whitney Plantation chwiejnym tuszem, przejmującym echem postholokaustowego okrzyku „nigdy więcej”: „Ta historia nie może zostać zapomniana.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *